„Jestem z tymi, których oślepia poranny blask, nie biorą wody w usta, a leją do wanny kwas” – powyższą sekwencję można wręcz traktować jako manifest i najkrótszy opis nowego albumu koszalińskiego rapera.
Warto jednak zastanowić się czy samo określenie raper jest najbardziej odpowiednim – raper, komentator, krytyk kultury masowej? Każde z tych określeń zawiera zapewne cząstkę prawdy – prawdy, a ta serwowana przez Mroka skutecznie odzierana jest ze złudzeń, sentymentów i wszystkiego co składa się na jej „opakowanie”.
Szalenie charakterystyczne flow, bardzo oryginalne, a jednocześnie utrzymane w klasycznej stylistyce podkłady autorstwa Mahyna („trzy grosze” dorzucił również BobAir) oraz wysoce niepokojąca atmosfera, która jak mgła unosi się nad przestrzenią słowno-muzyczną – wszystko to sprawia, iż w przypadku „Bajek Robotów” mamy do czynienia z jedną z najlepszych płyt w 2011 roku.
Mroku chodzi własnymi ścieżkami, słabo oświetlonymi, rodem z brytyjskich kryminalnych opowieści – wszystko odniesione jest jednak do polskiej rzeczywistości, w której poranny blask może przesłaniać widok trupa pływającego w rzece.
Rap egzystencjalny, rap przewrotny, kontestujący – wbrew pozorom szczątkowo optymistyczny – jeśli czujecie ból to dobrze – dobrze, że nie staliście się robotami.
Bądźmy uczciwi – „Bajki robotów” nie zagoszczą na półce każdego gimnazjalisty, co świadczy dobrze o płycie, a źle o systemie edukacji.
Jedyna uwaga (która zaważyła na ocenie końcowej), czysto techniczna – przy realizacji wokali na pewno nie osiągnięto „najwyższych rejestrów”.
Klip promujący:






Dodaj komentarz