Polski rap, jakie miasta, jakie rejony? Przede wszystkim Warszawa i Poznań, z wypadem do Białegostoku, ewentualne przystanki w Łodzi i Wrocławiu. Zapytacie – jak to? Gdzie reprezentanci Śląska? Dobre pytanie.
Działają, nagrywają, grają koncerty, ale pod względem promocyjnym toną w gąszczu produkcji z wyżej wymienionych miast.
Im więcej jednak płyt o podobnej „sile rażenia” co najnowsze LP Karima, reprezentanta ekipy Meridialu, tym lepiej – dla wszystkich.
Dość klasyczne, a jednocześnie bangerowe podkłady, nieszablonowe i zdecydowanie „południowe” flow. Wiele utworów „o czymś” jak i sympatyczne kawałki poświęcone „niczemu”, materiał zróżnicowany, oryginalny.
Prześledźcie zresztą gościnne udziały HST (z gościnną zwrotką w „Może to dziwki i basen?!„) – śląskiej legendy – wśród nich trudno znaleźć słabe produkcje.
Jeśli dodamy do tego mocno zauważalne, „jamajskie” wpływy wydawałoby się, iż mamy do czynienia z kompletną, pełnoprawną propozycją, którą może konkurować z czołówką sceny.
Jeśli chodzi o technikę – oczywiście, flow – oczywiście, brakuje jednak, być może zabrzmi to dość dziwnie, hitowego nagrania, zdolnego do przejęcia polskich osiedli. Nie jest to oczywiście zarzut, a jedynie życzliwa uwaga.
Dobre nagrania – są, szacunek dla podziemia – jest, renoma – promujcie, puszczajcie znajomym, a jej progres będzie nieuniknionym.
Niezależnie od tego – warto wiedzieć, że na Śląsku nie składają broni.
Więcej o płycie pisaliśmy TUTAJ.







Dodaj komentarz