Jak podkreśla sama artystka…i w tym miejscu zatrzymajmy się na krótką, acz ważną chwilę. Czy powyższe pojęcie nie jest przypadkiem regularnie gwałcone przez tzw. media masowe we wszystkich odsłonach?
Gdzie znajduje się wspólny mianownik przy porównaniu gwiazd muzycznych reality show oraz Laurie Blue Adkins? Być może jedyną godną rozważenia propozycją pozostaje stwierdzenie, iż „obie strony” związane są z szeroko pojętą muzyką rozrywkową.
Rzesze odtwórców i odtwórczyń cynicznie i marketingowo honoruje się „artystycznym” nazewnictwem podczas gdy nieszablonowi, uciekający przed stereotypami twórcy pozostają „na uboczu”. Towarzyszącej oprawie owego teatru orgii tandety nie warto poświęcać choćby sekundy uwagi.
Przenieśmy się na chwilę do płonącego ostatnimi czasy Londynu, Brit Awards, na scenie fortepian, mikrofon i naturalnie wyglądająca 22-letnia wokalistka. Brak piórek, przesadzonych strojów oraz rozbudowanej choreografii przywodzącej na myśl szkolne apele ozdabiane wycinankami z krepiny – minimalizm – „mówi sama muzyka” – i o to właśnie chodzi.
Najnowsza płyta Adele nie zawodzi, o ile „19” to produkcja przede wszystkim soulowa i „miejska”, o tyle w przypadku „21” pomimo dużej zbieżności pojawiają się również fragmenty neo-country czy bluesa.
Laurie Blue Adkins to nie tylko znakomita wokalistka, ale również kompozytorka i autorka tekstów. „21” to zbiór świetnych piosenek, ballad i potencjalnych radiowych hitów. Nie zapominajmy – wszystko, w gruncie rzeczy, na popowej płaszczyźnie.
Dobrze, że światowa scena muzyczna została wsparta przez „someone like her”, a przy produkcji albumu autorstwa Jim’a Abbissa i Ricka Rubina wypada jedynie zaprosić do kontemplacji.






Dodaj komentarz